„Szukałem takiego miejsca na wolontariat w którym emocjonalnie byłoby najtrudniej. Takiego, które naprawdę stawia człowieka wobec czegoś ważnego – mówi Evaldas, wolontariusz hospicjum. – To doświadczenie bardzo zmienia. Dla mnie osobiście jest czymś niezwykle cennym i głęboko poruszającym.”
– Mam 43 lata. Pracuję jako freelancer, jestem programistą – mówi Evaldas, wolontariusz hospicjum. – To oznacza, że nie jestem na stałe przywiązany ani do jednego miejsca, ani do sztywnego rytmu pracy. W pewnym sensie sam decyduję o tym, jak wygląda mój dzień.
Taki tryb pracy daje mu sporą elastyczność. Może sam układać plan dnia, przesuwać obowiązki i dostosowywać tempo pracy do różnych sytuacji. Dzięki temu w tygodniu znajduje czas, by przyjechać do hospicjum i zaangażować się w wolontariat. Jak podkreśla, nie oznacza to oczywiście, że ma mniej obowiązków.
– Wszystkie zadania zawodowe muszę wykonać – zaznacza. – Ale mogę rozłożyć je w czasie w taki sposób, który jest dla mnie najbardziej naturalny. Czasem pracuję wcześniej, czasem później. Bywa też tak, że w ciągu dnia mam spotkania i wtedy trzeba trochę inaczej wszystko poukładać. Staram się tak planować czas, żeby jedno nie wykluczało drugiego. Żeby była przestrzeń zarówno na pracę, jak i na przyjazd do hospicjum. I zwykle udaje się to pogodzić.
Pasje i hospicjum
– Lubię podróżować – przyznaje Evaldas. – Niedawno spędziłem kilka miesięcy na Tajwanie i w Malezji.
Podróże są dla Evaldasa czymś naturalnym. Dzięki pracy zdalnej może zabrać ze sobą komputer i wykonywać obowiązki zawodowe z różnych miejsc na świecie. W ten sposób codzienność pracy przeplata się z poznawaniem nowych kultur, ludzi i krajobrazów.
– Czasem biorę kilka tygodni urlopu, a potem jeszcze przez jakiś czas pracuję zdalnie – wyjaśnia. – To takie „pracowakacje”, coś pomiędzy pracą a wakacjami. W ciągu dnia wykonujesz swoje obowiązki, ale jednocześnie jesteś w innym miejscu, w zupełnie innym rytmie życia.

Choć w takich momentach nie może być obecny fizycznie w hospicjum, nie oznacza to, że zupełnie znika z życia tego miejsca. Stara się utrzymywać kontakt z pacjentami, którzy – gdy ich stan się poprawił – wrócili już do swoich domów. Czasem wystarczy krótka rozmowa telefoniczna, żeby zapytać, jak się czują i co u nich słychać. Nawet w podróży znajduje więc sposób, by pozostać w relacji z ludźmi, których poznał w hospicjum.
W wolnych chwilach Evaldas najchętniej sięga po książki. Czytanie od dawna jest jednym z jego ulubionych zajęć, dlatego łatwo znajduje wspólny język z pacjentami, którzy również lubią literaturę. Zdarza się, że ktoś z nich wspomina o książce, którą chciałby przeczytać.
– Czasami pacjenci pytają mnie o jakąś konkretną książkę – opowiada. – Wtedy staram się ją zdobyć. Niekiedy przynoszę ją z biblioteki, innym razem pożyczam od znajomych. To drobiazg, ale dla kogoś może znaczyć naprawdę dużo.
Jedną z takich historii pamięta szczególnie dobrze.
– Była pacjentka, która trafiła do hospicjum z bardzo prostym pragnieniem – chciała móc czytać – wspomina. – Ponieważ sam bardzo lubię książki, pomyślałem, że to coś, co może nas połączyć.
Wkrótce okazało się, że rzeczywiście mają podobne czytelnicze upodobania. Rozmowy o literaturze szybko stały się dla nich naturalnym tematem. Nieraz sięgali po tych samych autorów.
– Czasami odkrywaliśmy, że sięgamy po tych samych autorów – opowiada. – Starałem się przynosić jej różne książki. Jedyną trudnością było to, że trzeba było szukać wydań z większą czcionką. Ale to drobiazg. W pewnym sensie właśnie książki nas do siebie zbliżyły – dodaje z uśmiechem.
Kiedy zaczynasz szukać sensu
Evaldas zaczął wolontariat w hospicjum półtora roku temu. Jak sam przyznaje, decyzja o zaangażowaniu się w taką formę pomocy nie pojawiła się nagle. Był to raczej proces – powolne dojrzewanie do myśli, że w jego życiu powinno pojawić się coś więcej niż tylko praca i codzienne obowiązki.
– Myślę, że w życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, kiedy zaczyna się zastanawiać nad sensem – opowiada. – Pojawiają się pytania: co właściwie robię, dokąd zmierzam, po co to wszystko.
Takie pytania pojawiają się zwykle niespodziewanie, ale trudno je zignorować. Z czasem wracają coraz częściej i domagają się odpowiedzi.
– Powoli zaczynasz rozumieć, że naprawdę ważne staje się bycie dla innych – dodaje po chwili. – Służba drugiemu człowiekowi, Bogu, ludziom wokół nas. I w pewnym momencie poczułem, że ja też tego chcę.
To właśnie wtedy w jego myślach coraz częściej zaczęło pojawiać się hospicjum – miejsce, które od dawna kojarzyło mu się z pomocą najbardziej potrzebującym.
– Dla mnie wolontariat to nie jest jednorazowy gest ani okazjonalna pomoc – podkreśla. – To raczej codzienna obecność przy drugim człowieku. Coś, co nadaje sens temu, co robię, ale też mnie samemu. Co daje poczucie kierunku. I – co ważne – przynosi radość nie tylko innym, ale także mnie samemu.
Jednocześnie Evaldas przyznaje, że szukał takiego miejsca, w którym byłoby najtrudniej – także emocjonalnie. Takiego, gdzie ochotnicy rzadziej się zgłaszają, gdzie potrzeba szczególnej obecności i gotowości, by dać z siebie naprawdę dużo.
– O hospicjum słyszałem właściwie od samego początku jego istnienia – wspomina. – Dlatego gdzieś w mojej głowie miejsce to zawsze było na pierwszym miejscu. Przez kilka tygodni jeszcze się wahałem. Zbierałem się na odwagę, oswajałem z tą myślą. W końcu zadzwoniłem do koordynator wolontariatu w hospicjum. Bardzo życzliwie zaprosiła mnie na spotkanie.
Na umówione spotkanie Evaldas przyszedł do hospicjum o wyznaczonej porze. Podczas rozmowy opowiedziano mu szczegółowo o tym, jak działa hospicjum, pokazano poszczególne pomieszczenia i wyjaśniono, na czym polega wolontariat.
– Koordynator wolontariatu powiedziała mi, że w hospicjum można pomagać na różne sposoby – opowiada Evaldas. – Jedna forma to wsparcie w codziennych sprawach: pomoc przy organizacji wydarzeń czy w pracach związanych z funkcjonowaniem hospicjum. Druga to wolontariat przy pacjentach.
Nie wahał się długo.
– Wybrałem tę drugą możliwość, bo zależało mi na bezpośrednim kontakcie z ludźmi. Chciałem być blisko tych, którzy potrzebują wsparcia, i pomagać w taki sposób, w jaki naprawdę potrafię.
Tam, gdzie zaczyna się rozmowa
Jak wspomina, na początku próbował różnych zadań i powoli sprawdzał, gdzie może być najbardziej potrzebny. Z czasem coraz lepiej rozumiał, w jaki sposób jego obecność może komuś pomóc.

– Tak więc, rozpocząłem od hospicjum dla dzieci – wspomina Evaldas. – Czytałem dzieciom bajki, wychodziłem z nimi na zewnątrz, spędzałem z nimi trochę czasu.
Po pewnym czasie pojawiła się potrzeba wsparcia także przy dorosłych pacjentach.
– Powiedziano mi, że przydałaby się pomoc fizjoterapeutce – opowiada. – To taka pomoc, która wymaga czasem trochę siły: pomóc komuś się przesiąść, posadzić go, a czasem po prostu być obok. Kiedy pacjent siedzi, ktoś musi przy nim zostać, żeby go podtrzymać i dopilnować, żeby nie upadł.
W ten sposób jego wolontariat zaczął stopniowo przybierać inny charakter. Z biegiem czasu coraz częściej angażował się w pomoc dorosłym pacjentom hospicjum, zaczął także więcej rozmawiać z pacjentami. Sam przyznaje, że początkowo skupiał się głównie na pomocy praktycznej, ale szybko zrozumiał, jak bardzo ważna dla osób ciężko chorych jest zwykła rozmowa i obecność drugiego człowieka. Komunikacja, możliwość podzielenia się myślami czy po prostu chwila wspólnego milczenia bywają dla pacjentów równie ważne jak codzienna opieka. Tak właśnie wygląda jego wolontariat w hospicjum także dziś. Pacjenci dobrze go znają, chętnie z nim rozmawiają i cieszą się, gdy pojawia się na oddziale.
– Za każdym razem, kiedy przychodzę do hospicjum, nie wiem do końca, co dokładnie będę robił – opowiada Evaldas. – Czasem potrzebna jest pomoc przy fizjoterapeutce, czasem trzeba pomóc komuś przy posiłku albo przy przygotowaniu jakiegoś wydarzenia w hospicjum.
Bywa też, że jego zadanie jest znacznie prostsze.
– Czasem chodzi tylko o to, żeby usiąść obok konkretnego pacjenta i chwilę z nim porozmawiać. Każdy dzień wygląda trochę inaczej. A ja robię to wszystko z przyjemnością. Staram się po prostu znaleźć czas dla ludzi – usiąść obok, zamienić kilka słów – opowiada. – Najczęściej przychodzę w porze obiadu, więc pomagam też przy karmieniu.
Jak podkreśla, jego wolontariat nie polega tylko na praktycznej pomocy. W dużej mierze chodzi o budowanie relacji z pacjentami.

– Najważniejsze jest dla mnie nawiązanie kontaktu z człowiekiem – mówi. – Nie przychodzę z gotowymi tematami do rozmowy. To codzienność je przynosi. Kiedy wchodzę do sali, ktoś pyta, jak mi minął dzień. Ja pytam, jak się czuje. I tak, powoli, słowo po słowie, rozmowa sama się rozwija. Czasem są to bardzo proste rozmowy – o pogodzie, o książkach, o tym, co wydarzyło się w ciągu dnia. Innym razem pojawiają się wspomnienia albo pytania, które ktoś nosił w sobie od dawna.
Z biegiem czasu Evaldas nauczył się czegoś jeszcze.
– Zauważyłem, że każdy pacjent ma swój własny klucz do rozmowy – dodaje. – Trzeba tylko uważnie słuchać i spróbować go odnaleźć.
Siła zwykłej obecności
Kiedy Evaldas przyjeżdża do hospicjum, najpierw pyta koordynatorkę wolontariuszy albo hospicyjną psycholog, gdzie w danym momencie najbardziej potrzebna jest pomoc. Potem po prostu idzie tam, gdzie może być komuś najbardziej przydatny.
– Zwykle mówią mi, czy pojawił się nowy pacjent albo czy ktoś z obecnych chciałby porozmawiać – opowiada. – Wtedy po prostu idę do tej osoby.
Przyznaje, że każda taka pierwsza rozmowa wymaga chwili uważności.
– Potrzebuję trochę czasu, żeby się z kimś poznać – wyjaśnia. – Trzeba zobaczyć, czy ktoś ma ochotę rozmawiać, ile ma na to siły, jakie tematy są dla niego naturalne.
Sam ma wiele historii do opowiedzenia. Podróże, zdjęcia z odległych miejsc, spotkania z ludźmi – mógłby mówić o tym długo. Ale w hospicjum najważniejsze jest coś innego. Stara się przede wszystkim zachęcić drugą osobę do opowieści o sobie – o tym, co było dla niej ważne, co lubiła robić, co wciąż sprawia jej radość. W takich rozmowach najczęściej rodzi się prawdziwa bliskość.
W trakcie rozmowy zwykle udaje mu się znaleźć taki temat, który jest bliski obu stronom. Wtedy rozmowa nabiera lekkości, staje się ciekawa, a czasem odkrywają nawet wspólne zainteresowania.
– O chorobach raczej nie rozmawiam – przyznaje Evaldas. – Pacjenci i tak żyją z nimi na co dzień. Poza tym nie mam wykształcenia medycznego, więc ani nie czuję się w tym kompetentny, ani nie chcę nikomu udzielać rad.
Dlatego stara się przynosić ze sobą coś innego – zwyczajną ludzką obecność i trochę dobrej energii.
– Zawsze próbuję przyjść w dobrym nastroju i przekazać go dalej.
Dla pacjentów hospicjum kontakt z drugim człowiekiem ma ogromne znaczenie. Czasem wystarczy rozmowa, a czasem tylko spokojna obecność – bez słów.
Czego uczy hospicjum
– Ludzie w swoim życiu przechodzą różne kryzysy – często bardzo głębokie, egzystencjalne – dzieli się swoimi przemyśleniami Evaldas. – A pobyt w hospicjum bywa dla nich czasem, w którym próbują się z tym wszystkim zmierzyć.
Jak mówi, w takich sytuacjach szczególnie ważna staje się uważność wobec drugiego człowieka. Każde spotkanie wymaga delikatności i pewnego rodzaju wrażliwości na to, co dzieje się w drugim człowieku – nawet wtedy, gdy nie wszystko zostaje wypowiedziane wprost.
– Tutaj potrzeba trochę więcej empatii – podkreśla. – Spotykasz ludzi, którzy znaleźli się w bardzo trudnym momencie swojego życia. Dlatego rozmawiając z nimi, trzeba spróbować zrozumieć, co jest dla nich naprawdę ważne w danej chwili.
Nie ma jednego sposobu rozmowy ani jednego scenariusza spotkania. Każdy człowiek reaguje inaczej.
– Jednym rozmawia się łatwiej, innym trudniej – mówi Evaldas. – Ktoś chce zamienić tylko kilka zdań, a ktoś inny potrzebuje dłuższej rozmowy. Zdarza się też, że człowiek po prostu chce, żeby ktoś przy nim posiedział. I to również jest w porządku.
Evaldas przyznaje, że w rozmowach z pacjentami zawsze stara się pamiętać o jednej rzeczy – o tym, by spotkanie z drugim człowiekiem przyniosło choć odrobinę ulgi.
– Chciałbym, żeby po naszej rozmowie człowiek poczuł się choć trochę lżej – mówi. – Czasem wystarczy kilka zdań, czasem sama obecność. Najważniejsze, żeby ktoś nie czuł się w tej chwili zupełnie sam.
Jak zauważa, wielu pacjentów hospicjum bardzo realistycznie patrzy na swoją sytuację. Wiedzą, w jakim miejscu życia się znajdują i jak trudny jest to czas. Nie oznacza to jednak rezygnacji – raczej spokojną próbę pogodzenia się z tym.
Pacjenci często uczą się cieszyć tym, co na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo małe: krótką rozmową, uśmiechem, wizytą bliskiej osoby czy zwykłą obecnością drugiego człowieka. To właśnie takie chwile potrafią na moment rozjaśnić dzień.
Evaldas podkreśla, że dużym ułatwieniem jest dla niego możliwość samodzielnego organizowania czasu pracy. Dzięki temu może przyjeżdżać do hospicjum w ciągu dnia – wtedy, gdy jego obecność bywa najbardziej potrzebna. Jak zauważa, właśnie w pierwszej części dnia pacjenci mają zwykle więcej siły i energii. Wtedy łatwiej nawiązać rozmowę, a życie oddziału toczy się najbardziej intensywnie: odbywają się zabiegi, pojawiają się lekarze i pielęgniarki, słychać rozmowy i kroki personelu.

– Wieczorem, po szóstej, pacjenci są już często zmęczeni – wyjaśnia. – Stają się bardziej senni, potrzebują ciszy i odpoczynku. Dlatego staram się przyjeżdżać wcześniej, kiedy mają jeszcze więcej energii i kiedy moja pomoc może być rzeczywiście przydatna.
Każda taka wizyta ma dla niego szczególne znaczenie. Jak przyznaje, przyjazdy do hospicjum przynoszą mu także coś osobistego – pewnego rodzaju wewnętrzne wyciszenie. Wśród rozmów, spotkań i zwyczajnej obecności przy drugim człowieku pojawia się poczucie równowagi. Jakby w tym miejscu, wśród ludzi i ich historii, także jego własne myśli stopniowo się porządkowały.
– Czasem przyjeżdżam tu z głową pełną różnych spraw – przyznaje Evaldas. – Mam wrażenie, że wszystko naraz domaga się uwagi, że wokół panuje chaos. A potem przekraczam próg hospicjum i nagle wszystko się uspokaja. Po prostu jestem tutaj, z tymi ludźmi. Rozmawiamy, siedzimy obok siebie, dzielimy chwilę.
Jak mówi, w takich momentach coś w nim samym zaczyna się powoli zmieniać.
– Kiedy wychodzę z hospicjum, mam w sobie więcej spokoju. Nie potrafię dokładnie wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje, ale naprawdę to czuję. To trochę tak, jakby sama obecność tutaj była pewnym rodzajem nagrody.
Evaldas podkreśla, że wolontariat jest dla niego czasem szczególnym – przestrzenią, która ma głęboki sens i która pozwala spojrzeć na życie z innej perspektywy. Spotkania z pacjentami uczą go uważności i pokory wobec ludzkiego doświadczenia.
– Rozmawiając z nimi, bardzo wyraźnie widzę i czuję, komu jest trudniej, a komu trochę lżej – mówi. – Te rozmowy pomagają mi zrozumieć coś bardzo ważnego: że wszyscy jesteśmy tu tylko na chwilę. Dzięki nim łatwiej zobaczyć całe życie w jego naturalnym rytmie i przyjąć, że przemijanie jest po prostu jego częścią.
Jednocześnie Evaldas podkreśla, że w spotkaniach z pacjentami najważniejsze jest dla niego bycie z drugim człowiekiem tu i teraz. Każdy z nich przychodzi ze swoją historią, z własnym doświadczeniem choroby, lęku czy zmęczenia życiem. Dlatego w takich chwilach szczególnego znaczenia nabiera zwykła, uważna obecność – spokojne wysłuchanie, rozmowa, czasem tylko milczenie obok.
– Staram się pomóc człowiekowi w tej konkretnej chwili, w której się spotykamy – mówi Evaldas. – Wiem, że każdy niesie swój ból i potrzebuje zrozumienia, współczucia, czasem zwyczajnej ludzkiej życzliwości.
Jak przyznaje, w takiej relacji ważne jest także zachowanie pewnej równowagi emocjonalnej.
– Staram się nie przejmować całego tego bólu na siebie – tłumaczy. – Gdybym wziął go w całości do środka, nie tylko nie byłbym w stanie pomóc innym, ale sam potrzebowałbym pomocy. Dlatego próbuję być obok, wspierać, rozmawiać, ale jednocześnie zachować w sobie przestrzeń, która pozwala dalej pomagać.
Lubię tu wracać…
Evaldas przyznaje, że dla wielu wolontariuszy bycie w takich sytuacjach nie jest łatwe. Zdarza się, że emocjonalnie bardzo przywiązują się do osób, którymi się opiekują, a wtedy każda trudna chwila staje się także ich osobistym doświadczeniem. Dla niektórych może to z czasem stać się ciężarem, który utrudnia dalsze angażowanie się w wolontariat. Mimo tych trudności Evaldas wyraźnie widzi, jak ważną rolę odgrywają wolontariusze w hospicjum i jak bardzo są potrzebni zarówno pacjentom, jak i pracownikom.
– Obecność wolontariuszy jest dla pacjentów i dla zespołu hospicjum ogromnym wsparciem – podkreśla. – To zawsze przynosi dużo dobra i zwyczajnej ludzkiej radości. A jednocześnie sami wolontariusze też otrzymują bardzo wiele. Dla wielu z nas to sposób, by nadać sens codzienności i zrobić coś naprawdę ważnego dla tych, którzy w danym momencie najbardziej tego potrzebują.

Zdaniem Evaldasa hospicjum jest miejscem, które szczególnie dobrze nadaje się dla tych, którzy chcą pomagać innym i szukają sensownej formy wolontariatu. Przyznaje, że na początku potrzebna jest odrobina odwagi – wystarczy jednak zrobić pierwszy krok.
– Trzeba się na to odważyć i spróbować – mówi. – Ale przekonanie, że wolontariat w hospicjum jest czymś bardzo trudnym, to w dużej mierze mit. Każdy, kto chce pomóc, naprawdę może tu przyjść.
Jak podkreśla, służba drugiemu człowiekowi ma ogromną siłę kształtowania człowieka.
– To właśnie takie doświadczenia najbardziej nas rozwijają. Dlatego jestem bardzo szczęśliwy, że trafiłem do tego miejsca. Czuję się tu dobrze. Kiedy rozmawiam z pacjentami, nie odczuwam żadnego dystansu ani skrępowania. Mam poczucie, że ich rozumiem i że mogę im w jakiś sposób pomóc.
Dla Evaldasa wolontariat w hospicjum stał się czymś więcej niż tylko dodatkową aktywnością. To doświadczenie, które zmienia sposób patrzenia na życie i uczy dostrzegać to, co naprawdę ważne. Jak sam przyznaje, jest ono dla niego niezwykle cenne i głęboko poruszające.
Pomoc hospicjum w najtrudniejszych chwilach życia
Poważna choroba może dotknąć każdego z nas, w każdej chwili, druzgocąco uderzyć w nasze życie, plany i marzenia.
Ponad 260 fachowców i wolontariuszy z Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie w każdej chwili towarzyszy tym, którzy walczą z nieuleczalną chorobą, doświadczają ogromnego bólu, lęku i niewiadomej.
Pomoc i opieka hospicyjna dla dorosłych i dzieci, w domu i na oddziale stacjonarnym, jest bezpłatna i dostępna 24 godziny na dobę.
Pomóż ciężko chorym! Przekaż 1,2% podatku na rzecz Hospicjum bł. ks. Michała Sopoćki w Wilnie!
Zrób to teraz!
Kto wie, może kiedyś też będziesz potrzebował pomocy?
Więcej informacji: https://bit.ly/KaipPadeti