Elvyra o trudnych doświadczeniach w opiece nad nieuleczalnie chorą córką

wpis w: Aktualności | 0

Nie jest łatwo żyć ze świadomością, że w każdej chwili możesz stracić swój najcenniejszy skarb, swoje dziecko – Elvyra o trudnych doświadczeniach w opiece nad nieuleczalnie chorą córką

– Los wystawił mnie na wiele trudnych prób – zaczyna swą opowieść pochodząca z Olity Elvyra. – Czasami nawet mam wrażenie, że całe moje życie to jedna wielka próba.

Tę ostatnią przetrwała, jak twierdzi, tylko dzięki ludziom szlachetnego serca, którzy jej towarzyszyli i wspierali w najtrudniejszych chwilach jej życia.

Dzieciństwo ubóstwem pisane

– Urodziłam się we wsi Gierule (lit. Giruliai), w rejonie preńskim, w czterodzietnej rodzinie – opowiada Elvyra. – Żyliśmy w bardzo ubogich warunkach. W maluśkiej chatce było tak zimno, że aby nocą napić się wody, ciężkim garnkiem trzeba było rozbić cienki lód, i dopiero jej nabrać do kubka.

Jak wspomina, zapach dymu w izbie był czymś normalnym. Z pieca dymiło cały czas, zwłaszcza podczas rozpalania. Dzieci chowały się wówczas do łóżek pod kołdry i czekały, aż przestanie dymić. Podczas rozpalania w piecu drzwi musiały być otwarte lub co najmniej uchylone, więc było strasznie zimno. Ponadto, wydostający się z pieca dym mocno gryzł w oczy i nos.

– Mama była krawcową. Przed oczyma mam obraz jej sylwetki pochylonej nad maszyną do szycia przy lampie naftowej. Pracowała nawet w nocy – wspomina Elvyra. – Ale jej zarobki z cerowania ubrań były mizerne.

Ojciec Elvyry pracował Kownie. Wyjechał, aby zdobyć mieszkanie dla rodziny. Do wsi, do rodziny wracał w dni świąteczne i weekendy. Trudne warunki do życia odbiły się na zdrowiu dziewczynki. Często chorowała, co roku trafiała do szpitala z zapaleniem płuc. Jedno z niewielu dobrych wspomnień z tamtego okresu – to msze święte w niedziele w położonym niedaleko kościele w Balbieryszkach, na które chodziła z rodziną sąsiada.

Przeprowadzka do Olity

– Kiedy ojciec stracił nadzieję na otrzymanie mieszkania w Kownie, podjął się zatrudnienia w Olicie – opowiada dalej Elvyra. – Po kilku latach dostał wyczekiwane i zapracowane mieszkanie, zabrał nas do siebie. W ten oto sposób przeprowadziliśmy się ze wsi do Olity.

Mimo lepszych warunków, życie rodzinie nie układało się pomyślnie. Ojciec zaczął popijać. W domu coraz częściej dochodziło do krzyków, przemocy. Elvyra bardzo przeżywała niezgodę rodziców, kłótnie. Często płakała.

– Pamiętam, jak leżałam i powtarzałam: „Boże, spraw, aby rodzice już się przestali kłócić, aby wszystko w naszej rodzinie zmieniło się na lepsze” – z drżącym głosem wspomina kobieta.

Po ukończeniu szkoły młoda kobieta wyjechała na studia do Kowna, tam ukończyła szkołę handlową. Ani w zdobytym zawodzie, ani w handlu Elvyra nie czuła się dobrze, wróciła więc do rodzinnego domu w Olicie i zatrudniła się jako kontrolerka w zakładzie „Snaigė”.

Nowa rodzina, nowe życie

Jeszcze jako studentka w Kownie Elvyra poznała chłopaka, wówczas studenta Uniwersytetu Rolniczego, a później – pracownika litewskiej telewizji.

– Przyjeżdżał do mnie do Kowna – wspomina kobieta. – Byliśmy ze sobą kilka pięknych lat. Do momentu powołania go do armii radzieckiej i wysłania na Daleki Wschód, do obwodu amurskiego.

Ponieważ mężczyzna miał ukończone studia wyższe, został awansowany do stopnia porucznika i służył w armii jako oficer. Pół roku później wrócił do domu na przepustkę i poprosił wybrankę o rękę. Po ślubie zabrał żonę na podróż po Dalekim Wschodzie.

– Zgodziłam się i po załatwieniu niezbędnych formalności pojechałam z mężem do obwodu amurskiego – z pogodą na twarzy wspomina Elvyra. – Tam dostałam pracę w dziale zaopatrzenia jednostki wojskowej jako referentka ds. towarów.

Praca w jednostce wojskowej nie trwała jednak długo. Elvyra zaszła w ciążę. Zaczęła więc snuć plany o powrocie na Litwę. Bardzo chciała, aby dziecko przyszło na świat właśnie tutaj.

Elvyra z dziećmi. Archiwum prywatne.

– Koniecznie chciałam wrócić. Chciałam urodzić dziecko na Litwie. Wiedziałam, że z noworodkiem nie dam rady tam się udać – opowiada kobieta. – Samolot nie wchodził w rachubę, a sama podróż z Dalekiego Wschodu do Moskwy trwała ponad tydzień.

Po powrocie na Litwę okazało się, że wcześniejszej stanowisko jej męża w stacji telewizyjnej w Wilnie zostało zajęte. Zaproponowano mu stanowisko operatora kamery przy kręceniu filmów dokumentalnych, ale ta praca wymagałaby ciągłych wyjazdów, na co młoda rodzina wówczas nie mogła sobie pozwolić.

Powrót w rodzinne progi

– Po długich namysłach postanowiliśmy zamieszkać z moimi rodzicami w Olicie – kontynuuje Elvyra. – Teraz widzę i rozumiem, że to był poważny błąd. Przecież z nami mieszkał mój ojciec, który notorycznie już wtedy pił.

Ojciec kobiety miał negatywny wpływ na zięcia. Mężczyzna nie tylko dotrzymywał towarzystwa teściowi przy kieliszku, ale nie podejmował żadnych starań w poszukiwaniu zatrudnienia.

– Na wszystkie możliwe sposoby starałam się przemówić mężowi do rozsądku – opowiada kobieta. – Nawet groziłam rozwodem. Przez jakiś czas to działało.

Mężczyzna tymczasowo przestał pić. Zatrudnił się jako ekonomista w zakładzie „Snaigė”, rozpoczął nawet aspiranturę. Zapewniał małżonkę, że wszystko naprawi, że zmieni się dla dobra rodziny.

W sidłach nałogu

Elvyra ze wszystkich sił starała się ratować rodzinę. Na wiele rzeczy była w stanie się zgodzić, zawsze szukała drogi porozumienia. Elvyra zawsze chciała, aby jej dzieci miały ojca, a jej syn Aurimas nie był jedynym dzieckiem w rodzinie, ale miał siostrę lub brata.

– Zabiegałam o to, żeby nasze życie nie wyglądało jak opera mydlana – rozmazane, pełne perypetii – opowiada kobieta. – Mimo niesnasek i niezgód, kochałam męża. Zawsze marzyłam o zgodnej rodzinie. Stawiając czoła wszelkim trudnościom zaczęłam planować drugie dziecko. I tak oto w 1985 roku, kiedy Aurimas miał cztery latka, na świat przyszła nasza księżniczka Eglė. Oboje z mężem byliśmy bardzo szczęśliwi. Powiększenie rodziny dało nam nadzieję na „normalne” życie.

Mała Egle

Szczęście rodziny nie trwało jednak długo.

– Wkrótce mąż znów zaczął pić – z rozżaleniem wspomina Elvyra. – Często nawet nie odbierał syna z przedszkola. Do domu Aurimasa przyprowadzała wychowawczyni. Popołudniami pracowałam w zakładzie, więc nie mogłam zrobić tego sama.

W poczuciu bezradności kobieta szukała wszelkich możliwych sposób poradzenia sobie z zaistniałą sytuacją.

– Zdałam sobie sprawę, że wszystkiemu winne było zamieszkanie z rodzicami i pijącym ojcem pod jednym dachem – mówi. – Ojciec szukał sobie towarzystwa, więc zachęcał męża, a ten nie umiał odmówić. Jedyny sposób na ratowanie siebie i swojej rodziny, jaki wówczas przyszedł mi do głowy, była wyprowadzka. Najszybciej, jak się da.

Elvyra stanęła w kolejce po mieszkanie spółdzielcze w zakładzie „Snaigė” i z pomocą teściów otrzymała je kilka lat później.

– Niestety własne mieszkanie nie rozwiązało problemu nałogu męża – nie kryje wzruszenia kobieta. – Nałogowemu popijaniu nie było końca. Co więcej,